Przyjaciółka czy wróg? Historia zdrady i samotności na warszawskim osiedlu
– Swojego chłopa nie masz, to na cudzego się rzucasz? Przyjaciółka się zowie. Żebyś mi więcej w moim domu nóg nie postawiła! – słowa Agnieszki uderzyły mnie jak policzek. Stałam w jej przedpokoju, z mokrymi od deszczu włosami, trzymając w ręku torbę z zakupami, które miałyśmy razem rozpakować. Miałyśmy spędzić wieczór przy winie i plotkach, jak zawsze. Ale tym razem wszystko się zmieniło.
Nie miałam pojęcia, skąd wzięła się ta furia. Jeszcze godzinę temu pisała mi, żebym przyszła wcześniej, bo jej mąż, Tomek, wraca późno z pracy i będziemy miały czas tylko dla siebie. Teraz patrzyła na mnie z nienawiścią, a jej oczy błyszczały łzami i gniewem. Próbowałam coś powiedzieć, ale głos ugrzązł mi w gardle.
– Agnieszka, co ty mówisz? – wyszeptałam. – Przecież wiesz, że nigdy bym ci czegoś takiego nie zrobiła!
– Nie kłam! Widziałam was razem pod moim blokiem! Myślisz, że jestem ślepa? Tomek cię odwoził, śmialiście się… – jej głos drżał. – Wiesz co? Wszyscy zawsze mówili, że jesteś zbyt miła, żeby być prawdziwa. Teraz wiem dlaczego.
Stałam jak sparaliżowana. Przypomniałam sobie tamten dzień – rzeczywiście Tomek podwiózł mnie samochodem, bo padało i nie miałam jak wrócić do domu. Rozmawialiśmy o pracy, o tym, że Agnieszka jest zmęczona i powinnam ją namówić na urlop. Nic więcej.
– To nie tak… – zaczęłam tłumaczyć, ale ona już mnie nie słuchała. Otworzyła drzwi na klatkę schodową i wskazała palcem wyjście.
– Wynoś się! I nie waż się więcej do mnie dzwonić!
Wyszłam na zimny deszcz, czując jak łzy mieszają się z kroplami na mojej twarzy. Autobus odjechał pięć minut temu, a do mojego mieszkania na drugim końcu osiedla było daleko. Nowe bloki, które miały być symbolem lepszego życia, teraz wydawały mi się obce i wrogie.
Szłam powoli przez błoto i kałuże, a każda kolejna myśl bolała bardziej. Przypominałam sobie nasze wspólne chwile – wieczory przy filmach, rozmowy do rana, wsparcie w najgorszych momentach. Agnieszka była dla mnie jak siostra. Kiedy rozstałam się z Pawłem dwa lata temu, to ona trzymała mnie za rękę i powtarzała, że wszystko będzie dobrze. Teraz ona wyrzuca mnie ze swojego życia jak śmiecia.
W domu długo nie mogłam się uspokoić. Telefon milczał. Nikt nie dzwonił, nikt nie pisał. W końcu zadzwoniłam do Tomka.
– Tomek… czy możesz mi powiedzieć, co się stało? Dlaczego Agnieszka myśli…
– Kasia… przepraszam cię – jego głos był zmęczony i cichy. – Pokłóciliśmy się rano. Powiedziała mi, że cię nie chce widzieć. Ja próbowałem tłumaczyć… Ale ona jest przekonana, że coś między nami jest.
– Ale przecież…
– Wiem! – przerwał mi nerwowo. – Ale ona od miesięcy jest zazdrosna o wszystko. O koleżanki z pracy, o sąsiadki… O ciebie też. Nie wiem już co robić.
Rozłączyliśmy się bez rozwiązania. Przez kolejne dni próbowałam napisać do Agnieszki, ale nie odpowiadała. W pracy byłam rozkojarzona, szefowa patrzyła na mnie podejrzliwie. Nawet mama zauważyła, że coś jest nie tak.
– Kasiu, co się dzieje? – zapytała przez telefon.
– Nic… Po prostu jestem zmęczona – skłamałam.
Ale prawda była taka, że czułam się jak wyrzutek. W osiedlowym sklepie spotkałam wspólne znajome – patrzyły na mnie dziwnie, szeptały coś za plecami. Plotki rozeszły się szybciej niż mogłam przypuszczać.
Pewnego wieczoru zadzwoniła do mnie Magda – nasza wspólna koleżanka jeszcze ze studiów.
– Kasia… słyszałam co się stało. Agnieszka mówi wszystkim, że odbiłaś jej męża.
– To nieprawda! Magda, przysięgam!
– Wiem… Ale ludzie lubią sensacje. Może powinnaś na jakiś czas wyjechać?
Wyjechać? Uciec przed plotkami? Przed własnym życiem?
Z każdym dniem czułam coraz większą pustkę. Nawet kiedy próbowałam tłumaczyć innym swoją wersję wydarzeń – nikt nie chciał słuchać. Dla wszystkich byłam już tą „drugą”, tą bezwstydną przyjaciółką.
Najgorsze były wieczory. Siedziałam sama w kuchni i patrzyłam na zdjęcia sprzed kilku miesięcy – uśmiechnięte twarze, wspólne grille na działce pod Warszawą, święta spędzone razem. Teraz wszystko to wydawało się obcą historią.
Zaczęłam unikać ludzi. Praca stała się jedynym miejscem, gdzie mogłam udawać normalność. Ale nawet tam czułam na sobie spojrzenia i szepty za plecami.
Któregoś dnia spotkałam Agnieszkę na klatce schodowej jej bloku. Szła szybko z zakupami, udając że mnie nie widzi.
– Agnieszka! Proszę cię… Porozmawiajmy!
Zatrzymała się na chwilę i spojrzała na mnie zimno.
– Nie mam ci nic do powiedzenia.
– Ale przecież byłaś moją przyjaciółką! Znasz mnie lepiej niż ktokolwiek inny!
– Może właśnie dlatego wiem, do czego jesteś zdolna – rzuciła przez zaciśnięte zęby i weszła do windy.
Stałam tam jeszcze długo po tym jak drzwi windy się zamknęły. Czułam się jak cień samej siebie.
Minęły tygodnie. Plotki powoli ucichły, ale ja już nie byłam tą samą Kasią co kiedyś. Straciłam zaufanie do ludzi i do siebie samej. Zaczęłam zastanawiać się nad wyjazdem z Warszawy – może gdzie indziej uda mi się zacząć od nowa?
Czasem myślę o Agnieszce i o tym wszystkim co nas łączyło. Czy jedna chwila zazdrości może przekreślić lata przyjaźni? Czy można wybaczyć taką zdradę – nie fizyczną, ale emocjonalną? Czy to ja zawiniłam tym, że byłam samotna i szukałam wsparcia u ludzi bliskich?
Może każdy z nas nosi w sobie cień podejrzenia i lęku przed samotnością? Może czasem łatwiej uwierzyć w kłamstwo niż zmierzyć się z własnymi słabościami?
Nie wiem czy kiedykolwiek jeszcze będę potrafiła zaufać drugiej osobie tak jak kiedyś…