Powrót do przeszłości: historia pewnych urodzin
– Krystyna, gdzie są te serwetki w kwiaty? – głos Jacka dobiegał z kuchni, a ja już czułam, jak pot spływa mi po plecach. Dziś jego urodziny. Niby zwykłe, nieokrągłe, ale przecież obiecałam córkom, że będzie jak dawniej. Wnuki od miesięcy dopytywały: „Babciu, zrobisz nam prawdziwe święto? Takie jak kiedyś?”
Zamknęłam oczy na chwilę. Przed oczami stanęły mi obrazy z lat dziewięćdziesiątych: gwar w domu, zapach pieczonego sernika, śmiech dzieci biegających po ogrodzie. Wtedy wszystko wydawało się prostsze. Byliśmy młodzi, biedniejsi, ale szczęśliwsi. Teraz każdy ma swoje życie, swoje żale i pretensje.
– Mamo, czy mogę pomóc? – usłyszałam głos starszej córki, Magdy, która właśnie weszła z naręczem prezentów. Uśmiechnęłam się do niej z wdzięcznością. Magda zawsze była tą odpowiedzialną. Zawsze chciała pogodzić wszystkich.
– Ustaw talerze dla dzieci – poprosiłam. – I sprawdź, czy Ania już przyjechała.
Ania… Młodsza córka. Zawsze spóźniona, zawsze w biegu. Ostatnio rzadko się widujemy. Odkąd wyjechała do Warszawy, coraz trudniej nam się dogadać. Czułam w niej dystans, którego nie potrafiłam przełamać.
Goście zaczęli się schodzić. Wnuki wbiegły do salonu z okrzykiem radości. Jacek rozpromienił się na ich widok – dla nich był gotów zrobić wszystko. Przez chwilę poczułam ciepło w sercu.
– Babciu, a będzie tort? – zapytała Zosia, najmłodsza wnuczka.
– Oczywiście, kochanie! – odpowiedziałam i pogłaskałam ją po głowie.
Wszyscy usiedli przy stole. Rozmowy toczyły się o wszystkim i o niczym: o pracy, szkole, polityce. Ale pod powierzchnią czułam napięcie. Magda zerkała na Anię z niepokojem. Jacek próbował żartować, ale jego śmiech był wymuszony.
W końcu padło pytanie, którego się obawiałam:
– Mamo, dlaczego już tak rzadko się spotykamy? – zapytała nagle Ania. – Kiedyś było inaczej.
Zapanowała cisza. Wszyscy patrzyli na mnie.
– Każdy ma swoje życie… – zaczęłam niepewnie.
– Ale przecież to nie powód – przerwała mi Magda. – Kiedyś potrafiliśmy być razem mimo wszystko.
Jacek westchnął ciężko.
– Może po prostu się od siebie oddaliliśmy? – powiedział cicho.
Poczułam łzy napływające do oczu. Przecież tak bardzo się starałam! Chciałam, żeby ten dzień był wyjątkowy. Żeby choć na chwilę wróciło to, co było kiedyś.
– Pamiętacie tamte urodziny w 1997 roku? – próbowałam zmienić temat. – Był wtedy taki upał…
– I tata wpadł do basenu w ubraniu! – wykrzyknęła Magda i wszyscy wybuchli śmiechem.
Na chwilę zrobiło się lżej. Ale potem znów wróciły pytania:
– Mamo, dlaczego nigdy nie mówisz o swoich uczuciach? – zapytała Ania cicho.
Zamarłam. Nie umiałam odpowiadać na takie pytania. Zawsze byłam tą silną, która wszystko trzyma w sobie.
– Bo tak mnie wychowano – wyszeptałam. – W moim domu nie rozmawiało się o emocjach.
– Ale my chcemy wiedzieć, co czujesz – powiedziała Magda łagodnie.
Spojrzałam na Jacka. On też milczał. Wiedziałam, że i jemu trudno mówić o uczuciach.
Wtedy Zosia podeszła do mnie i mocno mnie przytuliła.
– Babciu, ja cię kocham najbardziej na świecie!
Rozpłakałam się. Po raz pierwszy od lat pozwoliłam sobie na łzy przy rodzinie.
– Przepraszam was… Za wszystko, czego nie powiedziałam. Za to, że czasem byłam zbyt surowa…
Magda i Ania podeszły do mnie i objęły mnie razem z Zosią.
– Mamo, my też cię kochamy – powiedziały zgodnie.
Jacek wstał i podszedł do nas.
– Może czasem trzeba wrócić do przeszłości, żeby zrozumieć teraźniejszość – powiedział cicho.
Przez chwilę wszyscy staliśmy przytuleni do siebie. Czułam ich ciepło i miłość. Może nie wszystko da się naprawić jednym wieczorem, ale ten dzień był początkiem czegoś nowego.
Wieczorem, kiedy wszyscy już pojechali, usiadłam przy stole i spojrzałam na zdjęcia z dawnych lat. Czy naprawdę można wrócić do tego, co było? Czy wystarczy jedno szczere wyznanie, by odbudować rodzinne więzi?
Może najważniejsze jest to, by próbować… Nawet jeśli czasem boli.