Czy potrafię wybaczyć matce, która mnie zostawiła dla swojego męża?

– Nie możesz tu zostać, Aniu. On nie chce cię w domu. – Słowa mojej matki, wypowiedziane tamtego listopadowego wieczoru, dźwięczą mi w uszach do dziś. Miałam jedenaście lat i nie rozumiałam, jak można tak po prostu oddać własne dziecko. Stałam na progu mieszkania babci, z plecakiem pełnym szkolnych zeszytów i pluszowym misiem pod pachą. Mama nie patrzyła mi w oczy. Jej nowy mąż, pan Marek, czekał w samochodzie na dole. Wtedy myślałam, że to tylko na chwilę, że za kilka dni wróci po mnie. Ale dni zamieniły się w tygodnie, tygodnie w miesiące, a potem w lata.

Babcia była dla mnie wszystkim. To ona tuliła mnie do snu, piekła ulubione drożdżówki i słuchała moich żali po szkole. Mama dzwoniła coraz rzadziej. Najpierw raz w tygodniu, potem raz w miesiącu, aż w końcu przestała dzwonić wcale. Czułam się jak niechciany pakunek, którego nikt nie chce odebrać z poczty.

Przez całe liceum unikałam rozmów o rodzinie. Kiedy koleżanki opowiadały o rodzinnych świętach, ja milczałam. Wymyślałam wymówki, dlaczego nie mogę zaprosić nikogo do domu. W środku narastał we mnie gniew – na matkę, na jej męża, na cały świat. Z czasem nauczyłam się żyć bez niej. Skończyłam studia, znalazłam pracę w księgarni i wynajęłam małe mieszkanie na Pradze. Babcia zmarła dwa lata temu – wtedy poczułam się naprawdę sama.

Aż do zeszłego tygodnia.

Był piątkowy wieczór. Siedziałam na kanapie z kubkiem herbaty, oglądając stary film, gdy ktoś zadzwonił do drzwi. Otworzyłam i zobaczyłam ją – moją matkę. Stała na korytarzu z walizką i zapuchniętymi oczami.

– Aniu… – wyszeptała drżącym głosem. – Nie mam dokąd pójść.

Zamarłam. Przez sekundę miałam ochotę zatrzasnąć jej drzwi przed nosem. Ale coś mnie powstrzymało.

– Co się stało? – zapytałam chłodno.

– Marek… wyrzucił mnie z domu. Stracił pracę, zaczęliśmy się kłócić… On… on mnie uderzył. Nie mam nikogo poza tobą.

Patrzyłam na nią długo. Widziałam zmarszczki wokół oczu, siwe pasma we włosach, drżące dłonie. Przez chwilę poczułam współczucie – ale zaraz potem wrócił gniew sprzed lat.

– A gdzie byłaś przez ostatnie piętnaście lat? – zapytałam cicho.

– Wiem, że cię zawiodłam… – zaczęła płakać. – Ale wtedy myślałam, że robię to dla twojego dobra… Marek obiecał mi nowe życie… Byłam głupia…

Wpuściłam ją do środka tylko dlatego, że nie mogłam patrzeć na jej rozpacz. Dałam jej herbatę i pozwoliłam przenocować na kanapie. Całą noc nie mogłam zasnąć. W głowie kłębiły mi się wspomnienia: jej twarz odwrócona ode mnie tamtego listopadowego wieczoru, samotne święta u babci, puste miejsce przy stole.

Rano usiadłyśmy naprzeciwko siebie przy kuchennym stole.

– Aniu… wiem, że nie zasługuję na twoje przebaczenie – powiedziała cicho. – Ale nie mam nikogo innego.

– Dlaczego teraz? Dlaczego dopiero teraz sobie o mnie przypomniałaś? – zapytałam z goryczą.

– Bałam się… Wstydziłam się zadzwonić… Myślałam, że masz lepsze życie beze mnie…

Milczałyśmy długo. Patrzyłam na nią i widziałam kobietę złamaną przez życie – ale też matkę, która kiedyś mnie zostawiła bez słowa wyjaśnienia.

Przez kolejne dni próbowałyśmy żyć pod jednym dachem. Każda rozmowa była niezręczna, każde spojrzenie pełne niewypowiedzianych pretensji. Czułam się jak obca we własnym mieszkaniu. Matka próbowała pomagać w domu, gotowała obiady, sprzątała – jakby chciała odkupić winy sprzed lat.

Pewnego wieczoru usiadła obok mnie na kanapie.

– Aniu… czy mogłabyś mi wybaczyć? – zapytała cicho.

Nie wiedziałam, co odpowiedzieć. Z jednej strony chciałam krzyczeć: „Nie! Nigdy ci nie wybaczę!” Z drugiej strony widziałam jej łzy i czułam ból własnego serca.

– Nie wiem… Potrzebuję czasu – wyszeptałam.

Od tamtej pory codziennie zadaję sobie pytanie: czy potrafię wybaczyć matce? Czy jestem gotowa pozwolić jej wrócić do mojego życia po tylu latach samotności? Czy to ja powinnam być tą silniejszą?

Może każdy z nas nosi w sobie rany z przeszłości, których nie da się całkiem zagoić? A może przebaczenie to jedyna droga do wolności? Co wy byście zrobili na moim miejscu?