Mój zięć znowu stracił pracę przez swoją „sprawiedliwość”. Ile jeszcze wytrzyma nasza rodzina?
— Znowu? — słowa wyślizgnęły mi się z ust zanim zdążyłam je powstrzymać. Stałam w kuchni, ścierając blat, kiedy usłyszałam, jak drzwi wejściowe trzaskają z siłą, która zawsze zwiastuje kłopoty. Piotr wszedł do mieszkania z miną, jakby właśnie przegrał wojnę. Moja córka, Ania, szła za nim, z oczami spuszczonymi w podłogę.
— Mamo, Piotr… — zaczęła cicho, ale on jej przerwał.
— Nie będę się nikomu kłaniał! — wybuchnął. — Nie pozwolę, żeby jakiś kierownik traktował mnie jak śmiecia!
Wiedziałam już wszystko. Kolejna praca stracona. Kolejna awantura. Kolejne tygodnie niepewności i napięcia w naszym domu.
Mam na imię Marta. Mam 58 lat i od zawsze byłam tą, która trzyma rodzinę w ryzach. Po śmierci męża to ja byłam opoką dla Ani i jej młodszego brata, Pawła. Kiedy Ania wyszła za Piotra, miałam nadzieję, że znajdzie w nim wsparcie i stabilizację. Ale Piotr… Piotr był inny. Zawsze mówił, że nie pozwoli sobą pomiatać. Że sprawiedliwość jest ważniejsza niż święty spokój. Tylko że my tego spokoju tak bardzo potrzebujemy.
— Piotrze, nie możesz tak ciągle… — zaczęłam spokojnie.
— Nie mogę co? — przerwał mi ostro. — Udawać, że wszystko jest w porządku? Pozwalać się obrażać? Wiesz, co mi powiedział ten palant z magazynu? Że jak mi się nie podoba, to mogę się zwolnić! No to się zwolniłem!
Ania stała obok niego jak cień. Widziałam jej drżące dłonie i łzy w oczach. Chciałam ją przytulić, ale wiedziałam, że teraz to tylko pogorszy sprawę.
— Piotrze — powiedziałam cicho — my tu wszyscy chcemy tylko trochę spokoju. Ania jest w ciąży. Paweł ma maturę za miesiąc. Ja pracuję na dwie zmiany w szpitalu. Nie możemy sobie pozwolić na kolejny kryzys.
Piotr spojrzał na mnie z wyrzutem.
— Czyli mam być tchórzem? Mam się godzić na wszystko?
— Nie o to chodzi — próbowałam tłumaczyć. — Ale czasem trzeba przełknąć dumę dla dobra rodziny.
Wyszedł trzaskając drzwiami od pokoju Ani. Zostałyśmy same w kuchni. Ania usiadła przy stole i schowała twarz w dłoniach.
— Mamo, ja już nie mam siły… — wyszeptała. — On zawsze znajdzie powód, żeby się pokłócić. W pracy, w sklepie, nawet z sąsiadami… A ja tylko chciałam normalnego życia.
Przytuliłam ją mocno. Czułam jej drżenie i ciężar tego wszystkiego, co nosiła w sobie od miesięcy.
Wieczorem Paweł wrócił ze szkoły. Od razu wyczuł napiętą atmosferę.
— Znowu coś się stało? — zapytał niepewnie.
— Piotr stracił pracę — odpowiedziałam krótko.
Paweł przewrócił oczami.
— To już trzeci raz w tym roku! Może czas mu powiedzieć, żeby się ogarnął?
Westchnęłam ciężko. Wiedziałam, że Paweł ma rację, ale też wiedziałam, jak bardzo Ania kocha Piotra i jak bardzo boi się go stracić.
Następne dni były jak chodzenie po polu minowym. Piotr całymi dniami siedział przed komputerem albo wychodził na długie spacery. Ania coraz częściej płakała po nocach. Ja próbowałam utrzymać dom w ryzach i nie dopuścić do kolejnej awantury.
Pewnego wieczoru usłyszałam ich rozmowę przez uchylone drzwi.
— Piotrek, proszę cię… — Ania mówiła błagalnym tonem. — Może spróbujesz jeszcze raz? Może znajdziesz coś spokojniejszego?
— A po co? Żeby znowu ktoś mnie upokarzał? Nie rozumiesz mnie wcale!
— Rozumiem! Ale ja już nie mam siły żyć w ciągłym strachu!
Zapadła cisza tak ciężka, że aż bolało mnie serce.
Następnego dnia Piotr przyszedł do mnie do kuchni.
— Marta… Przepraszam za wszystko. Wiem, że przez mnie masz ciężko.
Spojrzałam na niego uważnie.
— Piotrze, ja cię nie potępiam. Ale musisz zrozumieć jedno: twoja walka o sprawiedliwość nie może niszczyć naszej rodziny.
Zobaczyłam łzy w jego oczach pierwszy raz odkąd go znam.
— Ja po prostu nie umiem inaczej… — wyszeptał.
Przez chwilę miałam ochotę go przytulić jak własnego syna. Ale wiedziałam, że to nie wystarczy.
Wieczorem usiedliśmy wszyscy razem przy stole. Po raz pierwszy od dawna rozmawialiśmy szczerze o tym, co nas boli i czego się boimy. O tym, że każdy z nas ma swoje granice i potrzeby. Że rodzina to nie tylko wspólne mieszkanie i rachunki do zapłacenia, ale też wsparcie i zrozumienie.
Nie wiem, co będzie dalej. Nie wiem, czy Piotr się zmieni. Ale wiem jedno: czasem największą odwagą jest nauczyć się odpuszczać i prosić o pomoc.
Czy każda rodzina musi przechodzić przez takie kryzysy? Czy można kochać kogoś mimo jego wad i nie zatracić przy tym siebie?