Pomogłam nieznajomej kobiecie na ulicy. Kilka dni później odkryłam, że zrujnowała życie mojej mamy. Co powinnam zrobić?

— Proszę pani, wszystko w porządku? — zapytałam, widząc jak starsza kobieta potyka się na chodniku przy ul. Grochowskiej. Jej torba rozsypała się na mokrych płytach, a ona sama wyglądała na zagubioną i przestraszoną. Bez zastanowienia podbiegłam, pomogłam jej wstać i zebrałam porozrzucane rzeczy. — Dziękuję, dziecko — wyszeptała, patrząc na mnie z wdzięcznością i czymś jeszcze… czymś trudnym do opisania. Może to był smutek? Może żal?

Nie wiedziałam wtedy, że ta chwila zmieni moje życie. Że ta kobieta, której podałam rękę, była kiedyś powodem łez mojej mamy. Ale wtedy byłam tylko zwykłą dziewczyną z Pragi Południe, która spieszyła się na zajęcia i nie miała pojęcia, jak bardzo przeszłość potrafi wrócić.

Wróciłam do domu późnym popołudniem. Mama siedziała przy kuchennym stole, z kubkiem herbaty w dłoniach, zapatrzona w okno. — Coś się stało? — zapytałam, zdejmując kurtkę. — Wyglądasz na zmęczoną.

— Nie, wszystko dobrze — odpowiedziała z wymuszonym uśmiechem. — Po prostu… czasem za dużo myślę.

Nie drążyłam. Wiedziałam, że mama ma swoje tajemnice. Ojciec odszedł od nas, gdy miałam osiem lat. Zawsze mówiła, że to przez „pewną kobietę”, ale nigdy nie podała szczegółów. Przez lata nauczyłam się nie pytać.

Kilka dni później spotkałam tę samą kobietę w sklepie spożywczym. Tym razem to ona mnie rozpoznała.

— To ty mi pomogłaś wtedy na ulicy, prawda? — zapytała cicho.

— Tak, to ja. Jak się pani czuje?

— Lepiej, dziękuję. Wiesz… jesteś bardzo podobna do swojej mamy.

Zamarłam. — Zna pani moją mamę?

Kobieta spuściła wzrok. — Tak… znałam ją kiedyś bardzo dobrze.

Nie wiedziałam, co powiedzieć. Wróciłam do domu z głową pełną pytań. Wieczorem nie wytrzymałam.

— Mamo… spotkałam dziś kobietę, której ostatnio pomogłam na ulicy. Powiedziała, że cię zna.

Mama zbladła. — Jak wyglądała?

Opisałam ją najlepiej jak potrafiłam. Mama przez chwilę milczała, po czym wyszeptała: — To była Halina?

— Nie wiem… nie przedstawiła się.

Mama zaczęła drżeć. — Jeśli to ona… to przez nią wszystko się rozpadło.

Usiadłam naprzeciwko niej. — Mamo, powiedz mi w końcu prawdę.

Przez długą chwilę milczała, a potem zaczęła mówić:

— Halina była moją przyjaciółką ze studiów. Zawsze była ambitna, przebojowa… Ja byłam cicha, nieśmiała. Gdy poznałam twojego ojca, wydawało mi się, że świat stoi przede mną otworem. Ale Halina… ona też go chciała. Zaczęła go podrywać, spotykać się z nim za moimi plecami. W końcu powiedziała mi wprost: „On nigdy cię nie kochał. To ja jestem dla niego ważna”.

Mama otarła łzę.

— Nie wierzyłam jej, ale potem zobaczyłam ich razem. Twój ojciec odszedł ode mnie dla niej. Zostałam sama z tobą… Halina po kilku miesiącach go zostawiła, bo znalazła kogoś bogatszego. Twój ojciec próbował wrócić, ale już nie potrafiłam mu wybaczyć.

Słuchałam tego z niedowierzaniem. — I co potem?

— Potem Halina zniknęła z mojego życia. Nigdy jej nie wybaczyłam. Nigdy nie wybaczyłam też sobie, że pozwoliłam jej wejść między nas.

Przez kilka dni nie mogłam przestać o tym myśleć. W głowie miałam obraz kobiety, której pomogłam — tej samej, która zniszczyła życie mojej mamy. Czy powinnam była żałować swojego gestu? Czy dobroć wobec kogoś złego jest błędem?

Spotkałam Halinę jeszcze raz. Tym razem sama podeszła do mnie na przystanku autobusowym.

— Wiem, kim jesteś — powiedziała cicho. — I wiem, że twoja mama nigdy mi nie wybaczyła. Ale chciałam ci podziękować za pomoc tamtego dnia. Nikt inny by się nie zatrzymał.

Patrzyłam na nią długo. W jej oczach widziałam zmęczenie i żal.

— Dlaczego to pani zrobiła? — zapytałam w końcu.

Halina westchnęła. — Byłam młoda i głupia. Myślałam, że mogę mieć wszystko. Teraz nie mam nic… ani rodziny, ani przyjaciół. Zostały mi tylko wspomnienia i wyrzuty sumienia.

Nie wiedziałam, co powiedzieć. Wróciłam do domu i opowiedziałam mamie o tej rozmowie. Mama długo milczała, a potem powiedziała:

— Czasem ludzie robią rzeczy, których potem żałują przez całe życie. Ale to nie znaczy, że mamy im wybaczyć.

Od tamtej pory często myślę o Halinie. O tym, jak jedno wydarzenie potrafi zniszczyć życie kilku osób naraz. Zastanawiam się, czy powinnam była być dla niej miła… czy może powinnam była ją zostawić samą na tej ulicy.

Czy dobroć wobec kogoś, kto skrzywdził naszych bliskich, jest słabością czy siłą? Czy potrafilibyście wybaczyć komuś takiemu? A może są rzeczy, których nie da się naprawić?

Czasem patrzę w lustro i pytam siebie: czy naprawdę jesteśmy tacy różni od tych, którzy nas skrzywdzili? Czy każdy zasługuje na drugą szansę?